Pielgrzymki rowerowe


Idź do treści

Lwów

Kronika > Rok 2010

Pielgrzymka do Lwowa (28 czerwiec - 6 lipiec 2010)

Wspomnienia

Wczoraj wróciłem z pielgrzymki do Lwowa. Była to wyjątkowa wyprawa. Poznałem miejsca, koło których wielokrotnie przejeżdżałem samochodem i nigdy nie przyszło mi nawet przez myśl, aby się tam zatrzymać. Ta wyprawa dopiero dała taką możliwość uświadamiając mi piękno i bogactwo kulturowe, które nas otacza.

Życie nasze toczy się w tak szalonym tempie, że patrzymy na otaczający nas świat, jak przez szyby rozpędzonego samochodu , nie widząc pięknych szczegółów, nie słysząc pięknych śpiewów ptaków i szumu drzew.
Pielgrzymka pozwala na inne spojrzenie na to co nas otacza i na nasze wnętrza. Sprzyjają temu spartańskie warunki spania na podłodze, na wspólnej sali i dzielenia się wspólnie jadanymi posiłkami. Stanowimy więcej niż rodzinę. A w rodzinie nie zawsze jest słodko, ale zawsze możemy na siebie liczyć i to w najtrudniejszych momentach. Ważne też jest to, że jest to próba nas samych - naszego szeroko rozumianego człowieczeństwa.
Na ile potrafimy pokonać w sobie wielokrotnie słabość, niechęć, zniecierpliwienie,
kiedy nasze niedomagania i bolące kości są mniej ważne od kłopotów współbraci
pielgrzymkowych.

Przejdźmy do samej Pielgrzymki. Pierwsza grupa rowerzystów wyjechała z Warszawy rano w poniedziałek 28 czerwca z Kościoła Bł. Władysława z Gielniowa na Ursynowie.
Druga grupa dołączyła na szlaku Pielgrzymki w Lublinie. Ja dojechałem do Lublina z drugą grupą dwa dni później. Z relacji uczestników, wiem, że w całe dwa dni upłynęły wspaniale. Grupa odwiedziła sanktuaria znajdujące się po drodze.

Trasa przebiegała przez miasta:
Wilga, Maciejowice, Dęblin, Pawłowice, Nałęczów, Puławy, Kazimierz Dolny, Lublin, ze swoimi atrakcjami, a także, miejscowość Gołąb z zabytkowym Kościołem i Muzeum Rowerów. W tym muzeum to była frajda. Jego właściciel zebrał oraz sam zaprojektował i wykonał niespotykane gdzie indziej rowery i na dodatek pozwalał na nich się przejechać.

W Stężycy k/Dęblina był pierwszy nocleg w Gimnazjum, gdzie miejscowy ksiądz – odprawiwszy dla nas Mszę Św. – okazał się nie lada rowerzystą, pokonującym dystans ponad 500km miesięcznie. Zaimponował nam, więc zaprosiliśmy Go do wspólnej jazdy, ale nie dysponował wystarczającym czasem.
Następny nocleg był w Dąbrowicy k/Lublina w Domu Rekolekcyjnym - na zalesionym wzgórzu w sąsiedztwie Kościoła. Wyjątkowo pozytywnie zapisała się w naszej pamięci bardzo operatywna - mimo niepełnosprawności - kierowniczka administracyjna obiektu Pani Agnieszka. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia.

Środa - W czasie przejazdu rowerowego na Lubelską Starówkę, zatrzymali naszych rowerzystów dziennikarze Radia Lublin i Kuriera Lubelskiego. Z zaciekawieniem wysłuchali o naszej pielgrzymce i za parę minut wyemitowali wywiad „na żywo” w porannych aktualnościach Radia Lublin – wysłuchałem go w samochodzie dojeżdżając do dworca w Lublinie, gdzie spotkały się obie grupy uczestników Pielgrzymki. Z Lublina w pełnym składzie ruszyliśmy w kierunku Zamościa. Pogoda była słoneczna. Ziemia pachniała ubiegłotygodniowymi opadami. Rozkoszowaliśmy się widokami w Parkach Narodowych i Krajobrazowych, którymi wiodła nasza trasa. Dopisywała przyjazna atmosfera, dzięki, której nie czuliśmy wysiłku, pokonywania wzniesień i równin.
Czas zaczął szybko mijać. Niewiadomo kiedy dojechaliśmy na nocleg do Sitańca.
Tam w miejscowej szkole przyjął nas Pan Dyrektor, dokładając starań aby każdy odpoczął i nabrał sił na następny dzień. Zanim jednak dojechaliśmy do miejsca noclegu, po drodze odwiedziliśmy: Krzczonów, Żółkiewkę, Płonkę i Nielisz. Miejscowości posiadające ciekawe historie, o których opowiedział nam Arek nasz pielgrzymujący rowerzysta pasjonujący się tą tematyką.

Dzień zakończyliśmy w kaplicy vis a vis szkoły, polecając nasze troski Matce
Przenajświętszej i łącząc się w modlitwie o nowy dobry dzień. Mszę św. odprawił
ks. Konrad Zawadzki, który także jak ja dołączył w dniu dzisiejszym samochodem do Lublina i z Lublina jechał z nami rowerem. Pod koniec mszy zaśpiewaliśmy Apel Jasnogórski i kołysankę Zapada Zmierzch. Mijał dla jednych kolejny a dla innych pierwszy dzień pielgrzymki. Dzień najzwyklejszy i jednocześnie niezwykły.

Czwartek - Rano wypoczęci i odświeżeni spotkaliśmy się na Mszy Św. w kaplicy.
Po mszy i śniadaniu wyjechaliśmy do Zamościa ok. 5km. W Zamościu zwiedzanie przy udziale Arka. To miasto z XVI wieku jest odzwierciedleniem historii polskich rodów magnackich. W XIX wieku rząd ówczesnego królestwa odkupił miasto od okupantów austriackich i zmodernizował zamojską twierdzę. Twierdza ta odegrała dużą rolę w trakcie Powstania Listopadowego i skapitulowała jako ostatni polski punkt oporu. Takich i innych ciekawych zdarzeń dowiedzieliśmy się od Arka. i udaliśmy się w dalszą podróż. Znów z zachwytem podziwiając polskie pejzaże i piękno polskiej przyrody. W Tomaszowie Lubelskim, odwiedziliśmy drewniany Kościół Matki Bożej Szkaplerznej. Odśpiewaliśmy naszą pieśń rowerową (tekst na stronie www.pielgrzymkirowerowe.pl).
Następnym przystankiem okazała się, Perła Roztocza, jaką jest Krasnobród nad
Wieprzem. To unikalne miejsce, przyrodnicze i historyczne. Znajduje się tu Cudowny Obraz Matki Bożej Krasnobrodzkiej, Kaplica Objawień na Wodzie z Cudownymi źródłami, 15 stacji różańcowych, Kalwaria Krasnobrodzka, Kaplica Św. Rocha , Pomnik Powstańców Styczniowych i ich 43 groby na cmentarzu parafialnym. Z wielką radością wysłuchaliśmy ciekawej historii miasta opowiedzianej przez Arka oraz zamoczyliśmy nogi w lodowatej wodzie Cudownego źródełka. Następny przystanek w Bełżcu. Jest tam pomnik-muzeum poświęcony upamiętnieniu 500 000 pomordowanych w Obozie Zagłady śydów z Polski i zagranicy. Byli wśród nich Polacy, którzy pomagali Żydom. Pomnik przedstawia zgliszcza i spalone kamienie rozpostarte na wzgórzu jako ślady po tym co zostało i jako symbol okrutnej śmierci.

W ciszy i skupieniu modlitwę na miejscu poprowadził ks. Konrad modląc się za dusze zmarłych i o to, aby nigdy nie powtórzyła się przemoc i pogrom. Zadumani odjechaliśmy na nocleg w Hrebennem, czyli na samej granicy. Po drodze zobaczyliśmy: Lubycz Królewską i inne miejscowości. W samym Hrebennem z okien szkoły, gdzie był nocleg widać było przejście graniczne.
Tego wieczoru, rozpaliliśmy ognisko na pobliskim wzgórzu klasztornym z drewnianą Cerkwią, w której odbywają się nabożeństwa w różnych obrządkach - w tym także w obrządku rzymsko-katolickim. Na ognisku oprócz wspólnego śpiewania, wystąpiła solo nasza pani doktor z recitalem piosenek lwowskich. Wieczór zakończył się w Cerkwi na modlitwie. Ułożeni do snu, długo jeszcze, przed zaśnięciem, przywracaliśmy w pamięci dzisiejsze przeżycia i przygody, zastanawiając się, jaki będzie dzień następny, już za granicą. Czy długo będziemy czekać na samej granicy i czy droga do Lwowa będzie bezpieczna?

Piątek - Noc jak zwykle była za krótka. Nie wszyscy dostatecznie wyspani rano
weszli na Klasztorną Górę, aby w Cerkwi uczestniczyć we Mszy Św. - ostatniej po polskiej stronie. Niezwykłość miejsca, zwiększyli nasi ministranci, służący do mszy w strojach cerkiewnych, bo innych nie było. We Mszy modliliśmy się o ekumenizm i wzajemną tolerancję.
Naładowani nową energią po śniadaniu znaleźliśmy się na Przejściu Granicznym Polsko-Ukraińskim w Hrebennem. I tu miłe zaskoczenie - Służba Graniczna przepuściła nas bez kolejki. Pragniemy tą drogą, podziękować gorąco polskim i ukraińskim służbą granicznym, za pomoc przy przekroczeniu granicy przez naszych rowerzystów wraz z towarzyszącym autem oraz za otrzymane dowody uznania z życzeniami bezpiecznego i spokojnego dotarcia do Lwowa. Uradowani wjechaliśmy na ziemię ukraińską. A tam niespodzianka - czekał na nas radiowóz milicji drogowej w celu ułatwienia przejazdu do Lwowa. Milicja zadziałała na prośbę naszego Konsula we Lwowie, który wiedział o naszym przyjeździe, bo wysłany został list informujący o naszej pielgrzymce i chęci udziału w głosowaniu.
Rzeczywiście ruszyliśmy z granicy przy eskorcie milicji. Jak się później okazało,
było to bardzo dobre, ponieważ kierowcy wymuszają swoje miejsce na drodze, spychając rowerzystów. Dzięki milicji zachowywali się uprzejmie i w ten sposób i oni i my mogliśmy bezpiecznie korzystać z drogi. Upał był nieprzeciętny jak na tę strefę geograficzną (w cieniu 30 stopni Celsjusza). Zacienionego miejsca jak na lekarstwo. My zdyscyplinowanie w kamizelkach odblaskowych i kaskach rowerowych, zmierzamy w kierunku Lwowa. Trzeba przyznać, że grupa prezentowała się znakomicie. Kierowcy, a i nieliczni piesi, wykazywali
spore zainteresowanie i pozdrawiali nas machając rękami.
W tych warunkach dojechaliśmy do Żółkwi nad Świną. Miasto założone przez
hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Było siedzibą wielu rodów magnackich szczególnie: Daniłowiczów, Sobieskich, Radziwiłłów. Żółkiew była ulubioną rezydencją króla Jana III Sobieskiego. Zamek odziedziczył syn króla Jakub Sobieski, który zmarł w Żółkwi w 1737r.
Zamek spłonął, potem był odbudowywany, lecz nie zdołano go ukończyć. Dzisiaj Żółkiew jest miastem powiatowym w województwie lwowskim. Znajdują się tu groby Sobieskich i innych władców. Posiada eleganckie odbudowane kamieniczki i liczne świątynie. W Żółkwi obejrzeliśmy Kościół Farny i Cerkiew, potem zjedliśmy pierwszy ukraiński obiad.
Kolorową (żółtą) kawalkadą, w asyście milicji pojechaliśmy do Lwowa. Po drodze mijając Rawę Ruską i Kulików. Obydwa miasta głęboko związane z polską historią i posiadające wiele zabytków polskości.
Nareszcie nadszedł upragniony czas kiedy zatrzymaliśmy się przed tablicą „Lwów”. Napis po ukraińsku brzmi nieco inaczej. Tam, nasza pielgrzymka otrzymała nową eskortę i razem - parami za radiowozem, a za rowerami nasze auto - wjechaliśmy „triumfalnie” do Lwowa. Użyłem słowa triumfalnie, bo to był nasz triumf dojechania rowerami do Lwowa w „paradnej” widocznej grupie z uśmiechniętymi buziami i szczęśliwymi sercami.
Dojechaliśmy do Katedry, pozdrawiani przez Lwowian. Przed Katedrą, wielu mieszkańców pytało nas, skąd jesteśmy i jak długo jechaliśmy. Poleciały też łzy wzruszenia, kiedy opowiadaliśmy na gorąco o nas i swojej drodze. W Katedrze ks. Konrad poprowadził wspólną modlitwę, w której podziękował Bogu za szczęśliwe dotarcie do Lwowa.
Po modlitwach, Arek opowiedział historię świątyni i znajdujących się w niej śladów polskości a szczególnie grobowców. Katedra jest ostoją polskiej kultury i modlitwy. Codziennie odbywają się tu Msze po polsku. Spotykają się tu rodacy zamieszkali na stałe we Lwowie i turyści przyjeżdżający z Polski. Katedra posada piękne freski i witraże. W czasie Związku Radzieckiego Kościół ten zawsze był polską świątynią i nigdy nie został przemianowany na magazyn, spichlerz czy archiwum. Przetrwał w ubogim stanie, a po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę został odnowiony i wzbogacony odzyskanymi dziełami. Z Katedry pod eskortą policji pojechaliśmy do miejsca noclegu (do internatu głuchoniemych), gdzie po męczącym dniu w bardzo skromnych warunkach zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Był to dla nas szczęśliwy dzień.
To też i sen znużył szybko i przyniósł ukojenie w odpoczynku i miłych snach.

Sobota rano 3-go lipca już o 7.00 pojechaliśmy wszyscy na rowerach do Katedry
Lwowskiej. Mszę koncelebrowaną odprawili miejscowy ksiądz i nasz ks. Konrad. Wierni modlący się w Katedrze usłyszeli o naszej pielgrzymce. Po mszy zwiedzaliśmy ponownie Katedrę, ale w wyglądała inaczej z racji innej pory dnia. Wczoraj byliśmy tu wieczorem i ostatnie promienie słońca oświetlały jak reflektor duży obraz wiszący z boku ołtarza. Dzisiaj cały Kościół był rozjaśniony światłem wpływającym z góry poprzez wszystkie otwory.
Katedra wyglądała jeszcze piękniej. Jej freski zachwycają wielkością i ilością.
Na zewnątrz Katedra otoczona jest zabudowaniami Starego Miasta i nie wydaje się tak duża i tak piękna jak w środku. Z Katedry powróciliśmy do miejsca naszego noclegu, gdzie po śniadaniu spotkaliśmy się z przewodnikiem po Lwowie.
Przewodnikiem okazała się młoda Lwowianka Krystyna mówiąca pięknie po polsku z akcentem lwowskim. Oczywiście korzenie ma w polskich przodkach, choć ich już nie pamięta. Z przewodniczką spędziliśmy, poruszając się wszędzie pieszo, 9 godzin. Wieczorem stwierdziliśmy, że jesteśmy bardziej zmęczeni aniżeli po przejechaniu 100km na rowerach. Ale za to dostaliśmy wielki zestaw wiadomości o Lwowie. Począwszy od Cmentarza Łyczakowskiego, tego starego, gdzie spoczywają sławni Polacy jak: Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska, Stefan Banach, Artur Grottger, Karol Szajnach, Seweryn Goszczyński, Julian Ordon i wielu innych zapisanych na kartach pamięci polskiej sztuki i nauki. Oddzielnym miejscem jest Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie spoczywają obrońcy Lwowa 1918r. Czas tworzenia nowego układu granic w Europie, był bardzo trudny we Lwowie, gdzie wywołana została wojna ukraińsko-polska. Garstka wojska przy udziale cywili i harcerzy stawiła opór atakującym i utrzymała miasto do czasu nadejścia pomocy z Warszawy. Działania te uratowały Lwów i zachodnią Ukrainę. Poległym młodym obrońcom dla upamiętnienia ich heroicznego czynu wybudowano pomnikmauzoleum, a ziemię z prochami jednego z Orląt przewieziono do Warszawy i umieszczono w Grobie Nieznanego Żołnierza. Obok Cmentarza Orląt jest Cmentarz Powstańców Ukraińskich, poległych w tej samej wojnie. Dziś czcimy groby naszych bohaterów i ich przeciwników, rozumiejąc, że i oni walczyli w słusznej sprawie odzyskania ojczyzny. Losy historii są strasznie zagmatwane - tak to już jest, że ta sama postać może dla jednych być bohaterem a dla innych wrogiem. Wojna zawsze pociąga za sobą straty ludzkie. Zazwyczaj giną prości ludzie. Płacą życiem za decyzje swoich generałów i władców. Dlatego właśnie każdemu należy się godny pochówek i pamięć o nim. Na szczęście teraz żyjemy w czasach, kiedy przyjaźń pomiędzy narodami jest ważniejsza od różnych waśni. Zgodnie ze starym przysłowiem - zgoda buduje, niezgoda rujnuje. I oby tak zostało na zawsze.
Powracając do Cmentarza Łyczakowskiego to jest on uważany za jedną z najstarszych i najpiękniejszych nekropolii. Na cmentarzu są groby polskie i ukraińskie. Sławni Ukraińcy to między innymi: Salomea Kruszelnicka - światowej sławy śpiewaczka operowa pochodzenia polskiego, Wiktor Czukarin - gimnastyk, mistrz olimpijski więziony w gułagu na Syberii, Iwan Franko - pierwszy poeta ukraiński i działacz patriotyczny.
To wielki cmentarz i bardzo ciekawy. Wyróżnia się pięknymi pomnikami nagrobnymi. Angażowano najlepszych rzeźbiarzy i architektów przy tworzeniu nagrobków i kaplic oraz mauzoleów cmentarnych. Odwiedzający tę nekropolię czują potrzebę pozostania tam dłuższą chwilę, by móc w ciszy i spokoju pokontemplować i napawać się widokiem sztuki, która nie przemija. Dobrze, że został ślad po zasłużonych Polakach. Wychodząc z cmentarza odwiedziliśmy po drodze jeszcze jedną bliską nam kwaterę powstańców styczniowych. Idąc do miasta, mijaliśmy Uniwersytet Lwowski.
Miasto Lwów okazało się bardzo ciekawe i dzięki naszej przewodniczce interesujące. Gdyby zechcieć zapisać to co usłyszeliśmy w trakcie zwiedzania, byłaby niemała książka. Dla czytających ten tekst, pozostawiam jednak ten temat w tajemnicy aby zostawić im przyjemność poznawania samemu miasta z jego urokami. Powiem tylko, że warto. Niezapomniane wspomnienia zostaną wam na długo. Późnym wieczorem tego dnia spotkaliśmy się wszyscy, ale już bez naszego ks. Konrada, który musiał wcześniej wracać do swojej parafii. Spotkaliśmy się w kaplicy hotelowej i połączeni łańcuchem rąk odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski.


Podsumowując zbliżającą się do końca naszą pielgrzymkę, podziękowaliśmy Panu Bogu za uzyskane łaski i wdzięczni i zmęczeni udaliśmy się na spoczynek.

Niedziela - Msza Św. w Kościele Św. Antoniego niedaleko naszego noclegu. Kościół prowadzą Dominikanie. Ksiądz odprawiający mszę przywitał uroczyście naszą grupę. Kościół stanowi centrum polskich środowisk skupiających się wokół niego. Popularnie mówi się, że to Polski Kościół - jest pieczołowicie utrzymany i posiada liczne freski i zdobienia. Po mszy i krótkim odpoczynku pojechaliśmy rowerami na uroczystość złożenia wieńców pod Pomnikiem Pomordowanych Profesorów Polskich w 1941r przez hitlerowców. Pomnik znajduje się w parku. Nie ma go na planie miasta i trudno go znaleźć. Uroczystość była doniosła. Zaproszeni zostali: Konsul RP wraz z małżonką i pracownikami konsulatu, ks. Proboszcz Parafii Św. Antoniego, kombatanci, harcerze, mieszkańcy Lwowa i my.
Ks. Proboszcz poprowadził wspólną modlitwę. Harcerze pełnili wartę honorową.
Wspominał wydarzenia senior kombatantów. Całość uwiecznił dziennikarz Radia Rzeszów. Potem nastąpiły wspólne fotografie i długie rozmowy o przeszłości i o naszej drodze rowerowej. Były też uściski i wspomnienia zroszone niejedną łzą. Zaproszono nas do ponownych odwiedzin, oferując gościnę w swoich domach lub ogrodach, gdzie można rozłożyć namioty i zmieścić całą grupę. Reporter z radia przeprowadził z nami wywiad. Po uroczystości udaliśmy się do Opery Lwowskiej. W przepięknych wnętrzach i ładnej tradycyjnej scenografii, obejrzeliśmy Trawiatę Puciniego. Było to piękne przedstawienie, wykonane z dużym kunsztem, stanowiło ono miłe zakończenie dnia.

Poniedziałek. Godz.7.30, wszyscy spakowani i po śniadaniu zjawili się na rowerach w Katedrze na Mszy Św. Ostatnia Msza we Lwowie i ostatnie spojrzenie na starówkę lwowską. Za chwilę wyjeżdżamy.
Godz. 9.00 podjeżdża patrol oznakowanym radiowozem i grupa parami, w kaskach i w żółtych kamizelkach wyjeżdża z miasta. Eskorta tym razem tylko nas wyprowadza za mury miasta i potem sami jedziemy do Przemyśla. Po drodze mijamy lub zatrzymujemy się w Gródku Jagiellońskim, Sadowej Wiszni, Mościskach i Medyce. Na granicy o dziwo nie ma kolejki. Odprawa przebiega szybko i sprawnie. Dziękujemy Straży Granicznej i celnikom za ich pracę i ułatwienie wyjazdu i już jesteśmy w Polsce. Krótki odpoczynek i w drogę ostatnie 13 km na dworzec kolejowy w Przemyślu. Przed dworcem przepakowanie, rowery do auta, bagaż w rękę i pożegnania.
Trudno było się pożegnać. Jeszcze wspólne śpiewy, jeszcze wspólna modlitwa. Ten krótki czas zostanie na zawsze w naszych sercach i umysłach .Zapisaliśmy go trwale i nikt go nie wymaże. Dobrze mieć wspomnienia. Dobrze móc i chcieć do nich wracać. Za jakiś czas się znów spotkamy i z przyjemnością powspominamy a później może opowiemy następnym pokoleniom o naszych jazdach rowerami w bliskie i odległe miejsca - i nie dlatego, że byliśmy silni i młodzi, ale dlatego że uwierzyliśmy w siebie i czuliśmy zadowolenie z pokonywania barier naszych możliwości.

W swoich wspomnieniach o pielgrzymce nie przytoczyłem wielu zdarzeń, które się nie zmieściły - ale nie uleciały z mojej pomięci. Pozwólcie, że wspomnę o niektórych: zgubienie dokumentów przez Zenka i przygody z ich odzyskiwaniem, grupowe głosowanie na Prezydenta RP w Konsulacie RP, upadki rowerzystów i wynikłe z tego obrażenia, awarie rowerów i ich naprawy, plaga komarów na ognisku, zajście z pijanym kierowcą na jednym z postojów, pogubienie trasy przez samochód towarzyszący i niektórych uczestników. Chyba wystarczy.

Może jeszcze tylko o samych uczestnikach.

Na początek wielkie podziękowania dla księdza Konrada z Parafii Wszystkich
Świętych za dobre słowo, celebrowanie Mszy Św. i inne modlitwy, ciekawe kazania, wysłuchanie spowiedzi i za zapał z jakim jechał ksiądz na rowerze.

Dla Komandora Pielgrzymki Andrzeja Ochnickiego za przygotowanie trasy,
prowadzenie grupy lepiej niż nawigacja, przygotowanie spotkań.

Dla Basi lekarza pielgrzymkowego, za dbanie o nas i przestrzeganie przed zatruciem i innymi niebezpieczeństwami i za to, że miała walizkę pełną leków i opatrunków.

Dla Arka za przygotowanie wiadomości i opowiadanie na każdym postoju o jego
historii i ciekawostkach.

Dla Wiesia za robienie foto i wideo oraz przygotowanie zestawów dla uczestników.

Dla Danusi za wytrwałość i jazdę na końcu rowerzystów.

Dla Kasi za to że dobrze spisała się jako najmłodsza uczestniczka.


Dla tych co pięknie śpiewali i wytrwale pedałowali.

Dla wszystkich, którzy nam pomogli, szczególnie dla Pana Konsula RP za uzyskanie od ukraińskich służb porządkowych i granicznych, wsparcia i opieki.

Za okazanie Wielkiego Serca - Wielkie Bóg Zapłać i Szczęść Boże!.

Przewodnik Pielgrzymki - Jacek Michalski

Strona główna | Aktualności | Spotkania | Plany | Kronika | Galeria | Kontakt | Mapa witryny


Powrót do treści | Wróć do menu głównego