Pielgrzymki rowerowe


Idź do treści

Rzym

Kronika > Rok 2009

Pielgrzymka do Rzymu (19 czerwiec/5 lipiec 2009)

Wspomnienia

18.06.2009 r.
W przeddzień wyjazdu spotykamy się przy kościele bł. Władysława z Gielniowa na warszawskim Ursynowie. Robimy zdjęcia, Jacek rozdaje okolicznościowe koszulki. Czekamy na rowerzystów z Alito z Litwy.
Już dojeżdżają do Warszawy.

Umawiamy się z nimi pod pomnikiem króla Zygmunta na Pl. Zamkowym. Serdeczne powitanie, pamiątkowe zdjęcia, zwiedzanie Starego Miasta, lody... Jacek zadbał o noclegi gości.

19.06.2009 r. - I dzień pielgrzymowania Warszawa - Gielniów, 100 km

O 7.00 oddaliśmy bagaże do samochodów. O 7.30 - Msza Święta. Zdjęcia w
kościele i przy pomniku bł. Władysława, rozmowy z dziennikarzami...
Ok. godz. 9.00 - w drogę! I etap z Warszawy przez Las Kabacki do Piaseczna.
I pierwsza niespodzianka - droga w przebudowie i kałuże po nocnej ulewie. Ale cóż to dla nas - dzielnych rowerzystów! W Piasecznie przy kościele - krótki odpoczynek. I dalej w drogę: przez Prażmów, Lesznowolę do Grójca. Na razie jedziemy dokładnie trasą corocznej
pielgrzymki do Częstochowy. Z tą różnicą, że przerwa obiadowa przy kościele w Grójcu we
własnym zakresie - kanapki bądź jedzonko w miasteczku. Zaczyna padać deszcz, który z
większą lub mniejszą intensywnością towarzyszy nam do końca dnia. Na odcinku Grójec –
Łęczeszyce w ub. roku była ulewa i zimno. Było bezpiecznie; eskortowała nas policja. Mokli
bardziej chyba niż my - w letnich mundurach. Teraz zostawiamy Łęczeszyce z przyjaznymi oo. Paulinami i szkołą z prysznicami i ciepłą wodą i pędzimy dalej. Najbliższy odpoczynek jak
zwykle przy kościele w Mogielnicy. Przed wjazdem do miasta wyraźny zjazd z górki i przednie
koło zalicza dołek - niewidoczny, bo zakryty wodą /ciągle pada!/. Na szczęście, poza błotem
po kolana, nic złego mi się nie przydarzyło. Nawet nie zatrzymałam się, tylko trochę się
przestraszyłam myśląc: "co by było, gdyby..." Ten mały incydent spowodował, że niezbyt
chętnie, ale dałam się namówić na przejazd samochodem do końca dzisiejszej trasy - ok.40
km. W Nowym Mieście u kochanych Sióstr, które zawsze goszczą nas, dostajemy talerz
gorącej zupy. Nastroje, choć nie były najgorsze poprawiają się. Po burzy, która przeszła nad
nami ruszamy do Gielniowa. Jesteśmy tu ok. godz. 18.00. Modlitwa różańcowa i Apel
Jasnogórski. Do szkoły w Zawadach, gdzie mamy nocleg tylko ok. 4 km. Tu lokujemy się w sali gimnastycznej. Zasiadamy do wspólnej kolacji. Litwini częstują nas swoim chlebem z
"czekoladą" /wędzony boczek/ i cebulą. Wieczorna toaleta i ok. 22.00 zasypiamy utrudzeni,
ale szczęśliwi. Bogu dzięki! Wszyscy zdrowi i cali. 113 km za nami.

20.06.2009 r. - II dzień pielgrzymowania Gielniów - Gidle:110 km /na moim liczniku 113 km/

Zaczynamy dzień Mszą Świętą w kościele pod wezwaniem bł. Władysława. W psalmie
responsoryjnym usłyszeliśmy słowa: "Całym swym sercem raduję się w Panu". Słowa te
wyrażają to, co dusza czuje. Mimo przeciwności jestem na pielgrzymce i spełniają się moje
marzenia - jadę do Rzymu na rowerze. W Ewangelii zaś była mowa o odnalezieniu Pana
Jezusa w świątyni po 3 dniach poszukiwania. Obyśmy wszyscy szczęśliwie dojechali do celu i
żeby czasem ktoś nam się nie zgubił. Proszę ks. Mirosława o Mszę Św. dziękczynną w mojej i
całej grupy intencji 24 czerwca.
Jedziemy pod pomnik bł. Władysława. Wymowne są słowa widniejące na płycie:
"Błogosławiony Władysławie oręduj za nami i Polską. W 500 rocznicę śmierci w dowód
wdzięczności za powołanie kapłańskie, za Papieża Polaka Jana Pawła II, za upadek
komunizmu wystawił pomnik rodak ks. infułat Józef Wójcik"
Ks. infułat Józef Wójcik to kapłan, który w czasach PRL-u był prześladowany za obronę krzyża, za sprawowanie sakramentów św.... wielokrotnie był więziony i nękany różnymi szykanami. Znany jest z tego, że "wykradł" uwięziony obraz Matki Bożej Nawiedzenia. Odsyłam do lektury książek: "I wróciła na szlak nawiedzenia" - ks. inf. Józefa Wójcika oraz "Infułat z Suchedniowa" - Czesława Ryszki.
Jedziemy w kierunku Opoczna. Przejeżdżamy przez Ogonowice. Tu nocujemy, kiedy zdążamy
w pielgrzymce na Jasną Górę. Już niedaleko do Przedborza. A tam w restauracji czeka na nas
zamówiony przez Jacka schabowy z kapustą. Dojeżdżamy, odpoczywamy, obiad smakuje
wyśmienicie. Ruszamy w dalszą drogę. Mijamy Wielgomłyny /tu u oo. Paulinów nocujemy w
drodze do Częstochowy/ i późnym popołudniem jesteśmy w Gidlach. Sanktuarium Matki
Bożej z Dzieciątkiem /maleńka figurka, zaledwie 9 cm wyrzeźbiona w kamieniu/ opiekują się
oo. Doninikanie. Jeden z Ojców pięknie opowiedział nam historię tego miejsca. "Żaden się
nie zawodzi, kto tu z wiarą przychodzi. Tu opieka dla człowieka zawsze gotowa..." W zakrystii poprosiłam o Mszę Św. dziękczynną we własnej intencji oraz wszystkich pielgrzymów - rowerzystów. Będzie odprawiona 3 lipca o 7.30. Nocleg w klasztornej kaplicy. Osoby duchowne śpią bardzo blisko ołtarza. Pozostali, gdzie kto może. Litwini rozrabiają - wygłupy, głośne śmiechy... Szkoda, że ks. Mirosław nie pomyślał o wspólnej modlitwie wieczornej.
Należało podziękować za szczęśliwie przeżyty dzień.

21.06.2009 r. - III dzień pielgrzymowania Gidle - Częstochowa - Piekary Śląskie 89 km

Msza Św. koncelebrowana o godz. 7.00. W kazaniu o. Dominikanin wspomina o naszej
pielgrzymce. Prosi, abyśmy zawieźli Ojcu Świętemu zapewnienie o wierności tu, na tym
skrawku ziemi. Po Mszy Św. i śniadaniu Jacek proponuje podział na 2 grupy: 10-osobową
grupę szybką i 16-osobową, która będzie jechała w umiarkowanym tempie. Ks. Mirosław po
dłuższym wahaniu obejmuje kierownictwo tej szybszej. Przez Zawadę, Kłomnicę, Rędziny
podążamy w kierunku Częstochowy. To tylko 38 km. Jest piękna słoneczna pogoda. Bardzo
dobrze nam się jedzie. Już jesteśmy na Jasnej Górze. Przed obrazem Naszej Pani i Królowej
stają nieliczni. Cała grupa nie może wejść do kaplicy, ponieważ inni pielgrzymi mają Mszę Św. przed Cudownym Obrazem. Potem okazuje się, że jest przerwa na sprzątanie i Kaplica z
Cudownym Obrazem będzie dostępna dla pielgrzymów za godzinę. Nie było woli zaczekania
na tę chwilę. Szkoda! Nie wiem, kto przegłosował tę wersję. Wiem, że Jacek był zawiedziony.
Powiedział później, że nie tak miało być. Częstochowa i pokłonienie się Matce Bożej Królowej
naszego narodu miało być najważniejszym momentem przed wyjazdem do Rzymu.
Po obiedzie wyjeżdżamy z Częstochowy w kierunku Piekar Śląskich. Czekamy na pogubionych
u wylotu ul. Św. Barbary. W końcu Jacek daje hasło i ruszamy. Jeszcze chwila... i moja
pielgrzymka kończy się upadkiem i złamaniem ręki.

Dziękuję Jackowi za dobre serce, Basi - lekarzowi pielgrzymkowemu za opiekę i trud, by
zapewnić mi pomoc medyczną. Dzięki Nim i kierowcy Tomkowi jeszcze tego samego dnia
krótko przed północą wracam pociągiem z Katowic do Warszawy. Od tej chwili towarzyszę
pielgrzymce duchowo.
Jesteśmy w kontakcie poprzez komórkę. Wzruszały mnie ciepłe słowa pociechy i otuchy
Jacka, Basi, Wiesia. Ja oddaję Panu Bogu mój ból i bezradność... prosząc, aby wszyscy
szczęśliwie dojechali do celu. Moje marzenia nie spełniły się tym razem.Za to marzenia
pozostałych uczestników spełniły się. Mam nadzieję, że potrafią to docenić.

Ja miałam dużo czasu na przemyślenia. Przypomniałam sobie słowa Johna Newmana z jego "Rozmyślań i modlitw":


"Bóg stworzył mnie, abym wypełnił dla Niego jakąś określoną służbę;...Przeto będę Mu ufał. Czymkolwiek i gdziekolwiek jestem, nie jest możliwe, abym został odrzucony. Jeśli choruję, moja choroba może Mu służyć, jeśli mam trudności, moje trudności mogą Mu służyć, jeśli jestem smutny, mój smutek może Mu służyć. Moja choroba, trudności, smutek mogą być niezbędne dla jakiegoś wielkiego celu, który znajduje się całkowicie poza naszym zasięgiem. On nie czyni niczego na próżno, może przedłużyć mi życie, może je skrócić. Wie, dlaczego. /... / Urodziłem się, aby służyć Tobie, aby Twoim być, aby pełnić rolę Twego narzędzia... Nie proszę o to, abym widział, nie proszę, abym wiedział, proszę tylko o to, abyś się mną posłużył."

Amen! Alleluja!!! - Danuta Kłodnicka


Strona główna | Aktualności | Najbiższe spotkanie | Plany | Kronika | Galeria | Polecane publikacje | Kontakt | Mapa witryny


Powrót do treści | Wróć do menu głównego